» Siostra Maria Wanda od Woli Bożej - wspomnienie Teresa Lipska-Fudakowska «

(…) Mama dowiedziała się, że Siostry Niepokalanki mają szkołę w Szymanowie.(…) Prawie wszystkie dziewczynki były bez domów, sieroty lub półsieroty, liczne miały ojców lub matki w więzieniach lub obozach. Siostry w Szymanowie dawały nam ciepło domu rodzinnego, poczucie normalności i bezpieczeństwa, które może było iluzoryczne, ale tak było. Przecież Siostry cały czas wojny przechowywały dziewczynki Żydówki. Tylko w mojej klasie było co najmniej pięć czy sześć. Ryzyko było straszne, ale ufność w opiekę Pani Jazłowieckiej zwyciężała. Pamiętam taką sytuację. Byłyśmy w studium po obiedzie i odrabiałyśmy lekcje. Usłyszałyśmy warkot samochodów pod domem. Za chwilę wbiegła któraś z Sióstr i powiedziała, że są w klasztorze Niemcy i robią rewizję. Byłyśmy wyćwiczone na taki wypadek. Książki i zeszyty natychmiast schowałyśmy w wiadomych schowkach. Na studium była z nami siostra Teresa, a w kąciku bawiła się mała Jasia ruda jak wiewiórka o wyraźnie semickich rysach, uratowana z Getta i przywieziona „zabandażowana” przez siostrę Wandę (Garczyńską). Na studium nie było gdzie jej schować, a Niemcy byli już na korytarzu. Siostra Teresa (Zamoyska) błyskawicznie kazała jej stanąć sobie na stopach, zgiąć się i przytulić do jej kolan, nakryła ją habitem i fartuchem, przysunęła mocno stolik przy którym siedziała, welon naciągnęła na twarz, a okulary ściągnęła na czubek nosa, zgarbiła się i udawała staruszkę. Czekałyśmy w zupełnej ciszy, odmawiając w duchu różaniec i zawzięcie cerowałyśmy. Drzwi się otworzyły, weszła siostra Cecylia Dyrektorka z siostrą Krystyną Przełożoną i trzech Gestapowców.


My wstałyśmy, a siostra Teresa z wysiłkiem jako ta staruszka, usiłowała się podnieść. Wtedy na naszych oczach stał się dosłownie cud. Jeden z Gestapowców klepnął siostrę Teresę po ramieniu i powiedział: „Zi kennen blaiben” - „może siostra zostać”. Potem przewrócili wszystko w naszych pulpitach, w szafach i poszli !! Usiadłyśmy w ciszy i czekałyśmy. Po jakimś czasie usłyszałyśmy, że samochody odjechały. Weszła któraś siostra i powiedziała, że odjechali, nic i nikogo nie znaleźli.

Wtedy siostra Teresa wstała. Jasia wydostała się spod habitu, a siostra Teresa powiedziała:

„nie wiem czyje serce mocniej biło, bo oba czułam walące pod habitem. To był jeden z cudów Pani Jazłowieckiej„.

WSPOMNIENIA Teresy Lipskiej-Fudakowskiej
Przysłała s. Janinie w 1999 roku