» Siostra Maria Irena od Najświętszej Panny Jazłowieckiej - ( Irena Jost 1923 - 1997 ) - biogram «

Siostra Irenacórka Michała, inżyniera - sapera, majora WP i Heleny z Żyborskich, nauczycielki. Ur. w 1923 r. we Lwowie, miała troje rodzeństwa: najstarszego brata z pierwszego małżeństwa ojca, starszą siostrą Barbarę i młodszą od siebie Jadwigę. Ukończyła szkołę powszechną w 1935 r. w Toruniu. Ze względu na poważną chorobę matki obie z siostrą Basią oddane zostały do zakładu w Jazłowcu, co było życzeniem ojca, który pochodził z tamtych stron. W czerwcu 1939 r. ukończyła gimnazjum w Jazłowcu uzyskując tzw. małą maturę. Wybuch wojny zastał panią Jostową wraz z córkami w Jazłowcu. Krysia przez blisko trzy miesiące uczęszczała jeszcze do szkoły Sióstr, ale wobec gróźb i represji ze strony władz sowiecko - ukraińskich nauka w klasztorze została zaniechana.
Ciężkie warunki materialne zmusiły Krysię do pracy zarobkowej, głównie w ogrodach i szklarniach poklasztornych. Ojciec, który przed samą wojną został powtórnie powołany do wojska, ukrywając się po 17 września został aresztowany w samym Jazłowcu. Znalazł się w obozie jenieckim w Kozielsku, skąd w grudniu przyszła od niego pierwsza wiadomość. Zginął w Katyniu 9 kwietnia 1940 r. W czerwcu 1942 r. Krysia wyjechała z Jazłowca do Warszawy zaproszona przez p. Zofię Bukowską, która wraz z córką Martą, uciekając z Warszawy, schroniła się w na jesieni w Jazłowcu. Od września uczęszczała na tajne komplety prowadzone przez siostry Niepokalanki na Kazimierzowskiej i w 1943 r. zdała maturę według programu liceum matematycznego. W roku 1943/44 rozpoczęła studia historyczne na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Wstąpiła w szeregi Armii Krajowej, brała udział w szkoleniach sanitarnych przy ul. Poznańskiej, kolportowała prasę podziemną. Chroniąc się przed wywózką na roboty do Niemiec podejmowała rozmaite prace zarobkowe.
W lipcu 1944 r. razem z Martą Bukowską wyjechała na wakacje do jej dziadków do majątku Michałowice koło Stradowa w woj. kieleckim. Na wieść o wybuchu powstania chciała natychmiast wracać z Martą do Warszawy, aby wziąć udział w walce, ale okazało się to niemożliwe. Na jesieni we dwie zorganizowały dla około dwadzieściorga dzieci z Michałowic i okolic zajęcia szkolne na miejscu. Z powodu warunków wojennych dzieci te okresowo były pozbawione szkoły. Lekcje początkowo odbywały się we dworze, a gdy Niemcy zaczęli zbyt często pokazywać się w Michałowicach, co groziło dekonspiracją tajnej placówki nauczania, zajęcia zostały przeniesione do dużej wolnej izby w czworakach. Równocześnie Krysia brała czynny udział w organizowanych w kuchni dworskiej, przy karbidówce i szczelnie zamkniętym oknie, spotkaniach ze starszymi ludźmi ze wsi. Głośno czytano książki - głównie Sienkiewicza, rozmawiano na tematy aktualne, w wszystko "ku pokrzepieniu serc".
W drugiej połowie stycznia 1945 r. Krysia opuściła Michałowice. Niepokojąc się o losy matki i sióstr, które zostały na kresach, a od których nie było żadnych wiadomości, postanowiła przedrzeć się do nich. Dotarła do Przemyśla posuwając się pieszo albo autostopem "pod prąd", bo główny ruch odbywał się ze wschodu na zachód. W Przemyślu granica była już zamknięta i dalej przedostać się już nie było można. Tam dowiedziała się, że wkrótce już ruszą transporty wysiedleńców z Kresów do Polski. Wróciła więc przez Lublin i Warszawę do Krakowa. W czasie tej wędrówki przemyślała wiele spraw. Od trzynastego roku życia myśl o wstąpieniu do klasztoru nie była jej obca; chciała wybrać Karmel lub jakieś zgromadzenie misyjne. Praca pedagogiczna w Michałowicach spowodowała, że zobaczyła swoje miejsce w zgromadzeniu wychowawczym.
Wracając z Przemyśla zajechała do Szymanowa prosząc o przyjęcie do Niepokalanek zaraz jak tylko odnajdzie się jej matka i siostry. W Wielką Sobotę 1945 r. przybył do Krakowa transport z Czortkowa; była tam matka i siostry. Razem z nimi tymże transportem dojechała do Torunia, gdzie rodzina miała zamiar się osiedlić. W Toruniu zapisała się na trzymiesięczny Kurs Pedagogiczny i w dwa dni po jego ukończeniu, 15 września w Szymanowie wstąpiła do klasztoru. Pierwsze śluby zakonne złożyła w Szymanowie 8 grudnia 1947 r., wieczyste 8 grudnia 1953 r.
Zaraz po wstąpieniu została skierowana jako nauczycielka matematyki do szymanowskiej szkoły powszechnej, która nie miała odpowiedniej siły nauczycielskiej. Równocześnie zajęła się drużyną harcerską działającą na terenia klasztoru, pełniąc funkcję drużynowej do momentu przejścia do nowicjatu. Po wyjściu z nowicjatu siostra Irena przez dwa lata uczyła matematyki w Szymanowie, a w latach 1949 - 1951 była wychowawczynią w bursie na Idzikowskiego, żeby we wrześniu 1951 r. znowu wrócić do Szymanowa i uczyć tam sześć lat. Równocześnie rozpoczęła studia matematyczne na Uniwersytecie Warszawskim, ukończone w 1956 r. kurs katechetyczno - świetlicowy w Polskiej Wsi, a w 1955 r. kurs katechetyczny w Szymanowie.
W 1957 r. wyjechała do Wałbrzycha, gdzie była mistrzynią internatu równocześnie ucząc. W latach 1961 - 1966 uczyła matematyki i fizyki w Szymanowie, będąc przez dwa lata mistrzynią internatu. Od września 1966 r do września 1968 r. była mistrzynią "internatu małych" w Nowym Sączu, a następnie na rok przejechała do Szczecinka, gdzie była katechetką. W latach 1969 - 1974 uczyła fizyki w Szymanowie i działała w miejscowej parafii. Przez następny rok prowadziła katechizację w Dursztynie, a w latach 1975 - 1977 była nauczycielką i wychowawczynią w Szkole Gastronomicznej w Nowym Sączu. W sierpniu 1977 r. została skierowana znowu do Szymanowa, gdzie była aż do lipca 1980 r. nauczycielką i katechetką.
W sierpniu 1980 r. została przełożoną w Wałbrzychu, a w następnym roku aż do 1984 r. przełożoną w Nowym Sączu. W 1984 r. w murach klasztoru jarosławskiego został powołany do życia diecezjalny dom rekolekcyjny, którego organizowanie powierzono Siostrze Irenie. Z właściwą sobie energią i z całkowitym oddaniem sprawie zdobywała wyposażenie dla domu (np. kupując za bezcen już niepotrzebne wyposażenie warszawskich hoteli), przeprowadzała remonty i konieczne przeróbki wielkich sal na mniejsze. Gdy już dom rekolekcyjny w Jarosławiu nie wymagał obecności siostry Ireny, otrzymała misję zorganizowania domu rekolekcyjnego w Szczecinie, całkowicie objętego przez Niepokalanki. W sierpniu 1988 r. wróciła do Szymanowa.
Był to już okres, kiedy w skutek zmian politycznych w Polsce zaczęły ożywać rozmaite działania społeczne. W kwietniu 1988 r. na zjeździe w Częstochowie powołano do życia "Ruch Niepokalański" skupiający wychowanki niepokalańskie, żeby w 1990 r. przekształcić go w reaktywowane Koleżeńskie Zjednoczenie Jazłowieckie. Siostrze Irenie zostało powierzone zadanie łącznika który by ożywiał kontakty między Zgromadzeniem a byłymi wychowankami, łącznika, który by ożywiał kontakty wychowanek między sobą i Siostrami.
Siostra Irena, mając dużą łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi, będąc osobą otwartą, mającą dużo optymizmu, z pełnym zaangażowaniem podjęła nowe obowiązki. W tym czasie wyjeżdżała na Ukrainę i Białoruś, które po okresie zupełnej izolacji otworzyły swoje granice. W odbudowywaniu tożsamości duchowej tamtejszych społeczeństw pospieszyło do pomocy wielu księży i zgromadzeń zakonnych z Polski. Siostra mając swój osobisty, serdeczny stosunek do tych ziem, szczególnie do Jazłowca, pragnęła aby jej własne zgromadzenie włączyło się w do tego zadania. Pierwsza placówka sióstr Niepokalanek na Ukrainie w Mikulińcach koło Tarnopola powstała w czerwcu 1991 r. kierowana przez Siostrę Irenę. W arcytrudnych warunkach ukraińskich Siostra uczyła w wielu miejscowościach religii, była pomocną w pionierskich działaniach przyjezdnych księży, często o głodzie i chłodzie, przemieszczając się z miejsca na miejsce przeważnie autostopem.
Załamanie się stanu zdrowia Siostry Ireny spowodowało, że we wrześniu 1992 r. wróciła do Polski. Znowu miała zajmować się "dziewczynkami". Zamieszkała we Wrzosowie, bo stamtąd najłatwiej można było wyruszać na objazd kół KZJ (była również w Paryżu, zaproszona przez tamtejsze koło). Stale krążąc po Polsce ożywiała zebrania kół, przyciągała nowe osoby do KZJ, odwiedzała chore i samotne wychowanki, korespondowała z wieloma osobami, ułatwiała koleżankom wzajemną pomoc, na nowo wiązała dawne wychowanki ze Zgromadzeniem. Wkładała wszystkie swoje działania wiele serca i siła, nie oszczędzając siebie zupełnie. Dzięki swojej energii była w stanie wielu osobom pomóc w różnych sprawach. Pozyskiwała sobie przyjaciół często w sytuacjach przypadkowych, np. w pociągach.
W maju 1996 r. ze straszliwą siłą ujawniła się u niej choroba, na którą zmarły już jej obie siostry. Była operowana w Szpitalu Bielańskim w Warszawie, gdzie nie rokowano jej ani tygodnia życia, następnie otrzymała chemioterapię w Szpitalu Onkologicznym na Wawelskiej, po której nastąpiło duże polepszenie, tak, że wydawało się, że choroba została stłumiona. Zaczęła wracać do normalnego życia, bywała już na zebraniach Koła Warszawskiego, w grudniu ubiegłego roku włączyła się czynnie w przyjmowanie w Szymanowie delegacji I Batalionu im. Pułku Ułanów Jazłowieckich 6 Brygady Kawalerii Pancernej.
Na początku 1997 r. nastąpiło załamanie zdrowotne, następną już dużo silniejszą chemię na Wawelskiej Siostra bardzo źle zniosła. Szukała ratunku u energoterapeuty; medycyna była już bezsilna. Bardzo dzielnie znosiła swoją chorobę, z pełnym poddaniem się Woli Bożej. Na szczęście wielkie cierpienia były Jej oszczędzone. Do końca interesowała się dawnymi wychowankami, pisała listy informujące o wydarzeniach w Zgromadzeniu i w Polsce. Zmarła we Wrzosowie 26 lipca 1997 r. i została pochowana w grobowcu szymanowskim. Na pogrzeb, wychowanki stawiły się bardzo licznie, co dowodzi, że Siostra Irena była dla nich kimś naprawdę bardzo ważnym.
Będzie nam Jej długo brakować. A może jest nie do zastąpienia ?

tekst z kwartalnika "Głos Koleżeński" KZJ (nr 27/28 Warszawa 1997 r.)