» Siostra Maria Assumpta od Jezusa - ( Maria Jadwiga Sapieżanka 1899-1987 ) - biogram «

opracowała s.M.Germana
"Swym długim życiem tworzyła historię Zgromadzenia". Te słowa ks. Kazimierza Wójtowicza, prowincjała Ojców Zmartwychwstańców, wypowiedziane 20 sierpnia 1997 roku podczas Mszy Św. pogrzebowej s.Marii Assumpty od Jezusa w kaplicy klasztoru Sióstr Niepokalanek w Szymanowie, doskonale korespondują z tym, co sądzą o niej zarówno siostry, jak i wychowanki, mówiąc, że "była strażniczką najlepszych tradycji i filarem prawości Zgromadzenia.
Niewielka kaplica klasztorna domu generalnego Sióstr Niepokalanego Poczęcie Najświętszej Maryi Panny, wraz z przyległymi doń korytarzami, zapełniona była po brzegi. Na pożegnanie Seniorki Zgromadzenia przybyły przedstawicielki różnych domów niepokalańskich oraz innych zgromadzeń zakonnych, a także wielu pokoleń wychowanek. Fotoreporterzy i posiadacze kamer, czy nawet aparatów fotograficznych, działali dyskretnie, jakby zażenowani. Było wiadome, że Matka Assumpta (była bowiem przełożoną generalną w latach 1959-77) nie lubiła "szumu" i nie byłaby zadowolona z robienia go wokół swojej osoby. Zwłaszcza tu, w sanktuarium Pani Jazłowieckiej w Szymanowie. Pod Jej okiem służyła Zgromadzeniu 69 lat (z czego w Szymanowie - 41), pełniąc kolejne funkcje: nauczycielki i wychowawczyni, kierowniczki internatu, pięciokrotnie przełożonej domu (Warszawa, Szymanów, Wałbrzych), archiwistki, sekretarki generalnej, wreszcie przełożonej generalnej przez trzy kadencje.
Jako członek Konsulty Przełożonych Wyższych Zgromadzeń Żeńskich na Zjeździe Międzynarodowym Unii Rzymskiej, który odbył się w Rzymie w październiku 1970 r., reprezentowała żeńskie zgromadzenia zakonne z Polski.
S.Maria Assumpta - Maria Jadwiga Sapieżanka, ur. 13 lutego 1899 r. we Lwowie, bratanica księcia metropolity krakowskiego, kard. Adama Sapiehy, córka Matyldy z d. księżniczki Windischgätz i księcia Pawła Sapiehy, właściciela rozległych dóbr na wschodzie Rzeczypospolitej, wychowywana była w kulcie Matki Bożej - najpierw Tej Sapieżyńskiej z Kodnia i oczywiście, Jasnogórskiej Królowej Polski. Jazłowiecką Madonnę poznała jako uczennica sióstr Niepokalanek w Nowym Sączu, a właściwie dopiero po ukończeniu tam nauki w 1917 r. Odwiedzając Jazłowiec - z którym przez osobiste kontakty i korespondencję z bł. Marceliną Darowską, założycielką Niepokalanek, związana była jej matka - zauroczyła ją marmurowa figura dłuta Oskara Sosnowskiego.
Gdy w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w 1928 r. rozpoczynała w jazłowieckim klasztorze życie zakonne, nie mogła przypuszczać, że po 11 latach będzie uczestniczyła i wydatnie działała w przygotowaniach do koronacji Białej Pani - "Hetmanki" ułanów jazłowieckich i najświętszego Skarbu niepokalanek, Patronki wychowywanej przez nie młodzieży żeńskiej. Była wtedy tzw. mistrzynią internatu, odpowiedzialną za duchową formację dziewcząt w jazłowieckim zakładzie naukowo - wychowawczym. Kochała je rozumną, wymagającą miłością. Uczyła rzetelnej pracy nad sobą, odpowiedzialności za wspólnotę, wierności Bożym przykazaniom i obowiązkom stanu. Przygotowywała do życia w rodzinie i apostolstwa w środowisku, z którego wyszły i do którego wrócą.
Zarówno jako wychowawczyni, jak i później jako przełożona, s.Assumpta zawsze wymagała porządku i ładu zewnętrznego, który "jest odbiciem wnętrza." Dostojna, chciałoby się rzec - wytworna, pozornie wydawała się surowa. Nie lubiła "miękkości", ale zarówno dla sióstr, jak i dla wychowanek miała dużo czułej, serdecznej miłości, gdy dostrzegała pragnienie poprawy i podejmowane wysiłki w pracy nad sobą. Brak kultury w życiu codziennym raził ją bardzo, lecz umiała to zrozumieć i nie rezygnowała z pomocy w tej dziedzinie. Szczerość i prawdę ceniła ponad tzw. dobre ułożenie.
Nie można pominąć faktu, że s.Assumpta wymagająca była przede wszystkim wobec siebie. Można rzec, że nawet twarda i bardzo konsekwentna. Była mocna duchem, odważna, bezkompromisowa, a także zahartowana fizycznie. Zaprawiano ją do tego już w domu, gdzie wychowanie wcale nie było cieplarniane, ale właśnie surowe i wymagające - z miłości.
Z tradycji rodzinnej wyniosła szczery, gorący patriotyzm i tę głęboką chrystocentrycznę religijność oraz kult maryjny, którego dowodem jest choćby to, że cała czwórka jej rodzeństwa (dwie siostry i dwóch braci) otrzymała na chrzcie św. drugie imię Maria (a ona jedna miała je jako pierwsze).
Jakąż więc radością i pociechą, po okupacyjnych trudach przełożeństwa w Szymanowie, było dla niej powitanie tu 24 czerwca 1946 r. "Wygnanki z Podola" - Pani Jazłowieckiej, "która przyszła, by trwać u wrót stolicy" - jak to określił witający Ją prymas, kard. August Hlond - Jej jazłowiecki koronator.
W latach wojny i okupacji s.Assumpta uczestniczyła aktywnie w zmaganiach klasztorów niepokalańskich (głównie Szymanowa i Warszawy), gdzie siostry heroicznie trwały na posterunku walki o przetrwanie i podnoszenie ducha narodowego, a także o ratowanie życia dzieci z rodzin dotkniętych prześladowaniami wroga (wśród nich wielu ukrywanych Żydówek). Znając doskonale język niemiecki, umiała z właściwą sobie odwagą, stanowczością i godnością załatwić sprawy z władzami okupacyjnymi i osłaniać prowadzoną na dużą skalę pracę sióstr w tajnym nauczaniu.
Późniejszy okres posługiwania s.Assumpty Zgromadzeniu na różnych stanowiskach, wyznaczonych jej wolą Bożą, a wreszcie długi okres czasu, gdy była przełożoną generalną, naznaczony był duchem zawierzenia. Podejmowała pracę, wydawałoby się ponad siły, z coraz nową energią i ciągłą troską o wierne realizowanie charyzmatu Zgromadzenia w tym trudnym okresie kształtowania się polskiej rzeczywistości powojennej a także w okresie reform posoborowych. W Zgromadzeniu Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny następowały wówczas ważne zmiany, przeprowadzanie stopniowo i dyskretnie.
Ostatnie lata życia s.Assumpty były wiernym trwaniem na modlitwie, coraz bliżej Pana, dosłownie u stóp Niepokalanej. Ostatni raz była w sanktuarium Pani Jazłowieckiej przed wigilią swego ukochanego święta imieninowego - Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Po Mszy św., ku zdumieniu obecnych, spontanicznie, głośno dziękowała Panu Jezusowi za wszystkie łaski swego życia. Jej głos brzmiał tak ciepło, serdecznie, radośnie nawet. Zostało jeszcze parę dni dopełnienia ofiary i ciche przejście do Domu Ojca w nocy 17/18 sierpnia 1997 r.

Wielbi dusza moja Pana... bo wejrzał na uniżenie swej służebnicy...