Drogi naszego powołania - s. Boguchwała, 54 lata w Zgromadzeniu

Wszystko zaczęło się od misji w rodzinnej parafii w Godziszewie. Młody, zapalony gorliwością ojciec redemptorysta mówił konferencję o Męce Pana Jezusa, trzymając krzyż w ręku... To była dla mnie decydująca chwila. Byłam gotowa od zaraz jechać z ojcami i rozpocząć życie klasztorne. "Poczekaj, musisz jeszcze dorosnąć..." powiedział ojciec redemptorysta. Miałam wtedy 14, może 15 lat. Kilka lat później spotkałam w Janowie Lubelskim Siostry Pasjonistki; nie czułam, by Pan powoływał mnie do tego Zgromadzenia. Siostry dały mi adres do Sióstr Niepokalanek. Mimo wielu przeciwności i niezrozumienia rodziny, szczególnie mojej mamy, opuściłam potajemnie dom i z "gołymi rękami", kawałkiem chleba pojechałam do Szymanowa, gdzie znajduje się Dom Generalny Sióstr Niepokalanek. Dołączyła do mnie koleżanka, która też myślała o życiu zakonnym; ona wróciła do domu, ja zostałam. Niedługo potem mama z bólem serca zgodziła się na mój pobyt w klasztorze. W liście do niej napisałam wówczas: "Dałeś mi Panie to, czego pragnęło serce moje".