» Matka Józefa Karska «

002

003Józefa Karska urodziła się 7 kwietnia 1823 roku w Olchowcu, powiat Chełm Lublelski, jako najmłodsza z trzech córek Józefa i Joanny z Jasieńskich. Ojciec zmarł przed jej urodzeniem. Ochrzczoną była z wody tylko przez miejscowego proboszcza; ceremonii Chrztu św. dopełnił dopiero w Rzymie o. H. Kajsiewicz CR przed bierzmowaniem w roku 1851. Dzieciństwo spędziła Józefa w majątkach rodzinnych - w Olchowcu koło Lublina i w Jakubowicach. Matka jej wprawdzie intelektualnie zainteresowana zagadnieniami religii, nie wykazywała jednak wielkiej pobożności. Dbała jednak o formację religijną swoich córek jak też o staranne ich wychowanie i wykształcenie. Nauczycielem religii był wówczas ówczesny proboszcz Walenty Baranowski[1] , późniejszy biskup lubelski oraz o.Antoni Piramowicz.


Lata 1840-1849 spędziła Józefa w Warszawie w atmosferze konspiracji. Były to czasy politycznej niewoli Polski i szereg osób spośród inteligencji, także siostra Józefy Teresa i szwagier, Jacenty Kossowski, angażowało się w pracę konspiracyjną.

Obok politycznych zainteresowań coraz bardziej pochłaniało Józefę życie towarzyskie. Zetknęła się z wyznawcami modnego wówczas towianizmu i na jakiś czas uwikłała się w ich błędy[2]. Kontakty jej z towiańczykami trwały krótko, ale ujemny wpływ rozbawionego środowiska w jakim się znalazła, wywołał w niej zamęt wewnętrzny, dezorientację w sprawach religii i osłabienie wiary. Sama pisze: „Wiary nie pozostało mi prawie, świat wszystko wydmuchał z głowy, ale serce na przekór głowie wyrywało się ku swemu Stwórcy, więcej powiem - często gościło Go u siebie”.

Wydarzenia w kraju i w rodzinie - zgony najbliższych - wyrwały wrażliwą i uczuciową Służebnicę Bożą z tego stanu ducha. „Pierwszym środkiem, którego użył Pan mój, Jezus do przebudzenia mnie z letargu duchowego, było zabieranie kolejne wielu osób z najbliższej rodziny mojej (...) W maju 1849r. serce moje nawraca się pędem niewymownym do Boga”. Wchodzi w bliższe kontakty z ojcami kapucynami warszawskimi, którzy jako kaznodzieje i spowiednicy tworzyli ważne centrum odrodzenia katolicyzmu. Pod wpływem ojca Prokopa Leszczyńskiego i o. Albina Konwerskiego[3], kapucyna, Józefa wraz ze swoją kuzynką Konstancją Szlubowską[4] włączyła się w pracę społeczno-charytatywną - pielęgnował chorych na grasującą w Warszawie cholerę.

Jednocześnie coraz wyraźniej zaczyna rozumieć rolę kobiety w rodzinie i społeczeństwie oraz jej odpowiedzialność za wychowanie młodego pokolenia. Coraz intensywniej myśli o życiu zakonnym i czuje się powołaną do założenia zgromadzenia żeńskiego, które by poświęciło się wychowywaniu dziewcząt. Wśród modlitwy w kościele bernardynów - dzisiejszy kościół św. Anny w Warszawie, akademicki, daje jej Bóg głębokie zrozumienie, „że dusze marnieją brakiem znajomości prawd Bożych, otwiera mi się pojęcie potrzeby odpowiedniego zgromadzenia kobiet, z całą energią utworzenia go”.

Niestety rozwijająca się choroba - gruźlica płuc - udaremnia jej plany. Zmuszona do przerwania działalności charytatywnej i do wyjazdu na kurację: „Z żalem opuszczam Warszawę wyjeżdżając dla zdrowia za granicę (...) w Dzień Wszystkich Świętych (1850r.) przybywam do Rzymu (...) spuszczam się na wybór spowiednika na Pana Jezusa, zastaję w konfesjonale O. Hieronima Kajsiewicza”. Obiera go za kierownika duchowego i powierza mu swoje pragnienie założenia zgromadzenia wychowawczego. Po złożeniu prywatnych ślubów czystości i posłuszeństwa „Ojciec daje mi swoja Regułę (...) każe mi się uważać za kamień węgielny nowego Zgromadzenia”.

Stałe nawroty choroby stają się przyczyną wewnętrznej rozterki Józefy: Ojciec Kajsiewicz w swej gorliwości apostolskiej przynagla do rozpoczęcia pracy fundacyjnej i w imię cnoty posłuszeństwa nakazuje penitentce powrót do zdrowia, ale ono nie wraca i Służebnica Boża wyrzuca sobie brak posłuszeństwa. Równocześnie wzrasta w niej pragnienie cichego życia oddanego kontemplacji oraz lęk przed odpowiedzialnością stanowiska założycielki i przełożonej. Przełamuje to jednak w przekonaniu, że Bóg wymaga od niej apostolskiego czynu i że przyśle jej odpowiednią pomoc. Nadeszła ona w osobie Marceliny Darowskiej, która w roku 1854 przybyła do Rzymu i zgłosiła gotowość przyłączenia się do powstającego dzieła.

Podczas krótkiego pobytu w Polsce w roku 1857, Józefa Karska ponowne dostrzega ogromne pole działania w Ojczyźnie i to ją upewnia, że „dla Polski powołał ją Bóg do życia zakonnego”. Pisze do swego spowiednika, że gotowa jest przyjąć odpowiedzialność za zaczynanie nowego Zgromadzenia - w potrzebach wielkich Polski: „Zrobić poświęcenie z życia kontemplacyjnego ?- chyba dla Polski” i wzywa Ojca do współpracy „w tym prześladowanym i opuszczonym kraju”. Łączność zaś swojej wspólnoty ze Zgromadzeniem ojców Zmartwychwstańców uzależnia od ich planów pracy nie tylko dla Polski, ale w Polsce. Niestety, stan zdrowia uniemożliwia jej wprowadzenie w czyn pięknych planów i zamiarów. Wymęczona fizycznie i psychicznie opuszcza Warszawę (lipiec 1857r.) i z polecenia o. Kajsiewicza udaje się na kurację po której wraca do Rzymu, gdzie czeka już na nią Marcelina Darowska. Obie odprawiają rekolekcje pod kierunkiem ojca Hieronima. Po n ich przełożona małej wspólnoty, Józefa Karska rozchorowała się ponownie i musiała opuścić klasztorek na via Paolina i razem z Natalia de Reuilly, postulantką, która została jej pielęgniarką, udała się na kurację.

Wzajemne kontakty Józefy Karskiej i Marceliny Darowskiej zacieśniały się i pogłę- biały, „bo tę jedność Ten Jedyny zawiązał i utrzymuje, który nad czasem i przestrzenią panuje” - jak pisała J. Karska do M. Darowskiej 12.09.1854r. Dzieliły się wszystkimi kłopotami i trudnościami zwłaszcza dotyczącymi zawiązującej się wspólnoty. Józefa w swoich listach upewniała Marcelinę, że „w wielkim połączeniu i jedności z nami jesteś (...) Znam ja jaki skarb dał mi Bóg w tobie najwierniejsze dziecię moje”.

Brak zdrowia i sił nie pozwalał Józefie na prowadzenie rozpoczętego dzieła, na zajęcie się kandydatkami, postulantkami dlatego wewnętrzna rozterka wzrasta. Przedłużająca się nieobecność Marceliny przyczyniała się do niepokoju o los powstającego Zgromadzenia, dlatego pisze: „Mnie coraz bardziej dolega, że nie mam ciebie tu z nami”. Marcelina serdecznie odpowiada na te listy upewniając, że modli się za chorą: „ W nieustannej prawie byłam modlitwie o zdrowie Matki naszej, siebie za nią ofiarowując”.

W końcu J. Karska bardzo zdecydowanie wzywa Marceliną do Rzymu, bo „Ty jedna zastąpić byś mnie mogła” (Rzym 8.05.1860r.) Do tych próśb dołączają się ojcowie: o. Piotr Semenenko pisze: „Jeżeliś gotowa, przybywaj w Imię Boże ! Wszyscy cię z otwartymi rękami czekają (...) Matka Józefa każe ci powiedzieć (...) i radzi także byś czasu nie traciła, ale zaraz załatwiwszy interesa przybywała tu w Imię Boże ! Mateczka ci nie tai, że rachuje na twoją pomoc”. W lipcu 1860 znów pisze: „Mateczka słaba, sama rzeczy prowadzić nie może; zakonne życie takiego wymaga czuwania iż pomocnica koniecznie jej potrzebna, a innej pomocnicy nie ma prócz ciebie”.

Gdy wiadomości o zdrowiu Józefy stawały się coraz groźniejsze, Marcelina rozpoczęła starania o paszport, gotowa natychmiast wyruszyć do Rzymu. Bolała ją myśl o stracie tej, którą uważała za matkę Zgromadzenia i pisała do o. Kajsiewicza: „Wiadomość o stanie Mateczki przeszyła mi serce, i tak już od dawna zbolałe (...) Widok Zgromadzenia naszego z niej ogołoconego to coś tak bolesnego”. Zapowiedź przyjazdu Darowskiej była wielką pociechą dla J. Karskiej, ale niestety nie doczekała tej chwili, żeby ją ponownie powitać.

W ostatnich dniach września 1860 roku o. Hieronim udzielił Matce Józefie Sakramentu Chorych, który „przyjęła z wielkim przejęciem i pokojem (...) potem z kolei błogosławiła siostry, żegnała i wszystkim razem polecała ufność w Bogu i posłuszeństwo tej, która ją zastąpi”. Na łożu śmierci mówiła do ojca: „O! gdyby tu była moja Marcelina, byłabym całkiem spokojna, bo co mi Bóg dał pojąć to ona doskonale wykona”. „Ciebie (Marcelinę) przeznaczyła na swoim miejscu”.

Śmierć M. Józefy, cicha i wśród cierpień, nastąpiła dnia 11 października 1860 roku, o godzinie 6.30, podczas, gdy obok jej celi, w kaplicy klasztorku Ojciec Hieronim odprawiał mszę św. za konających. Pochowana została w podziemiach kościoła św. Klaudiusza w Rzymie, pod ołtarzem Matki Bożej Dobrej Rady. (tu napisać kiedy sprowadzono do Szymanowa)

Ojciec Hieronim Kajsiewicz CR natychmiast wezwał Marcelinę Darowską: „Pisałem byś przyjeżdżała obmyśliwszy opiekuna dla majątku dziecka - przybywajcie z Franciną i Karolcią”.

Najważniejszym dziełem Józefy Karskiej było zapoczątkowanie nowej rodziny zakonnej w Kościele, z trudem tak wielkim, że przepłaciła to życiem. Cechami charakterystycznymi m. Józefy - głębokie zrozumienie i ukochanie cnoty czystości, heroiczne posłuszeństwo woli Bożej, w jakiejkolwiek formie ona jej przychodziła. Mimo ciężkich cierpień fizycznych i duchowych nie odstąpiła od zadania powierzonego jej przez Boga, ufając Mu całkowicie i znosząc swe cierpienia z wielką pokorą i cierpliwością.
 


1 Ks. Walenty Baranowskie ur. 1805r., wstąpił do pijarów w 1828r., święcenia kapłańskie otrzymał w 1834r., a w 1857r. został biskupem lubelskim
2 Towianizm - doktryna oparta na fałszywym mistycyźmie i błędnej nauce o Kościele, głoszona przez Andrzeja Towiańskiego, który znalazł licznych zwolenników wśród emigracji we Francji
3 Jan Leszczyński, w zakonie o.Prokop, kapucyn ur. 1812r.. Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Warszawskim wstąpił do zakonu kapucynów, święcenia kapłańskie otrzymał w 1848r.; gorliwy kapłan, spowiednik, duszpasterz
4 K. Szlubowska, kuzynka i przyjaciółka Józefy, snuła plany razem z nią o życiu zakonnym. Wkrótce wyszła za mąż za Łubieńskiego. U nich Józefa zamieszkała w Rzymie.
 

s. Janina Martynuska
Wrzosów 1986r.