» Siostra Ewa - referat «

s.Klara od Niep. Poczęcia

1. Zamiast wstępu.
Kiedy myślę: "błogosławiona siostra Ewa Noiszewska" natychmiast nasuwają mi się dwa obrazy.
Pierwszy bardzo realistyczny, przedstawiający panoramę miasta Słonima na Białorusi: pobernardyński, barokowy kościół, centrum miasta i znajdujący się nieco poniżej posterunek policji - dawne więzienie i wreszcie porośnięte trawą, niczym nie przypominające polskich grobów, nasypy na Górze Pietralewickiej - miejsce męczeństwa bł. Siostry Ewy Noiszewskiej i jej przełożonej- bł. Siostry Marty Wołowskiej oraz 600 innych ofiar, które w tym samym dniu padły ofiarą terroru hitlerowskiego. Trudno byłoby mówić o s. Ewie nie kreśląc szlaku jej męczeństwa.
Drugi obraz jest nieco odmienny, ale chyba dobrze znany każdemu z nas, przynajmniej z okresu dzieciństwa, a jest to widok spadającego z nieba płatka śniegu, który bezszelestnie układa się na ręku człowieka, zachwyca oczy i niknie. Takie białe płatki śniegu koncentrują naszą uwagę, dlatego też śledzimy ich ruchy, kształty, ich delikatność i ulotność. Są czymś, co emanuje cichym i niepowtarzalnym pięknem.
Niech więc te dwa obrazy wprowadzą nas w tajemnicę życia i męczeńskiej śmierci bł. siostry Ewy - Bogumiły Noiszewskiej - lekarza, nauczycielki, wychowawczyni, niepokalanki i męczennicy drugiej wojny światowej wpisanej w grono 108 męczenników beatyfikowanych przez Sługę Bożego Jana Pawła II w dniu 13 VI 1999r.
2. Dzieciństwo i młodość.
Bł. S. Ewa urodziła się 11/24 VI 1885r. w Ostaniaszkach, w guberni wileńskiej, w rodzinie wybitnego okulisty Kazimierza Noiszewskiego i Marii z domu Andruszkiewicz, jako pierwsze z jedenaściorga dzieci. Na chrzcie św. otrzymała imię Bogumiła.
Dziadkowie Bogumiły wpisali się w historię tych ludzi, którzy za działalność patriotyczną i powstańczą skazani byli na katorgę, zostali pozbawieni majątku i byli deportowani do odległych guberni Rosji. Gałąź Noiszewskich rozrastała się w Tule, zaś rodzina Andruszkiewiczów bardzo wcześnie osierociła maleńką Marię, przyszłą matkę błogosławionej. Nie wiemy gdzie się poznali rodzice siostry Ewy. O matce wiadomo, że nie była przygotowana do pełnienia roli matki ani pani domu, co też później odbijało się na wychowaniu dzieci. Ojciec bł. Siostry Ewy - Kazimierz Noiszewski ukończył medycynę w Moskwie otrzymując złoty medal i stypendium specjalistyczne, co było wybitnym osiągnięciem zwłaszcza w dobie ostrej dyskryminacji Polaków. Specjalizację zdobywał w kilku miastach między innymi w Krakowie, Rydze, Wiedniu, i Paryżu. Pisał liczne rozprawy naukowe, wprowadzał innowacje w dziedzinie medycyny, wyjeżdżał zwłaszcza do Petersburga z cyklami wykładów z fizjologii i patologii wzroku, a na co dzień prowadził prywatną klinikę okulistyczną w Pohulance.
Wychowaniem dzieci u Noiszewskich, zwłaszcza dorastających dziewczynek zajmowała się Babcia, której powierzono Bunię, jak ją wówczas nazywano. To właśnie u babci Bogumiła zaczęła rozbudzać i pielęgnować swoje umiejętności i zamiłowanie do przyrody. Pełna ciepła, ale i wymagająca babcia uczyła ja obowiązkowości i rzetelnej pracy, co również - jak w przypadku ojca zaowocowało ukończeniem szkoły ze złotym medalem. Wyróżnienie to dało Bogumile Noiszewskiej wstęp na wszystkie uczelnie Rosji, mimo, że była Polką. W tym też okresie zrodziła się trwająca przez ponad 30 lat znajomość i korespondencja z księdzem Zygmuntem Łozińskim (późniejszym biskupem) oraz intensywna działalność Bogumiły w Stowarzyszeniu Córek Maryi pod opieką św. Agnieszki - organizacji religijnej, mającej na celu kształtowanie charakteru, formację moralną i duchową. Oczywiście, działalność taka i samo istnienie organizacji było w tamtych czasach rzeczą nielegalną.
To piękne wzrastanie duchowe wielokrotnie podpowiadało jej wybór drogi życia konsekrowanego. Jednakże 18-letnia wówczas Bogumiła nie rozpoczęła życia zakonnego, idąc za decyzją i poradą ojca oraz swego kierownika duchowego, ks. Łozińskiego, którzy byli dla niej największymi autorytetami, ażeby skończyć rozpoczęte w Petersburgu studia medyczne. Rzeczą uderzająca jest fakt, że Bogumiła rozpoczęła studia w 1903r. zaś dyplom lekarski otrzymała dopiero w 1914r. Jedenaście lat studiów, nawet na dzisiejsze czasy, to zbyt długi okres. Rodzi się więc pytanie - dlaczego tak długo, skoro Bogumiła wyróżniała się spośród innych zdolnościami i wybitną pracowitością? Powodów, można przypuszczać, było kilka: słabe zdrowie matki, która nie była w stanie opiekować się młodszymi dziećmi, stąd opieka Bogumiły nad młodszym braciszkiem Stasiem, który w 1909r. stracił obie nogi i zmarł w dwa lata później czy opieka i utrzymanie przez Bogumiłę o 16 lat młodszej siostry Marysi, zagrożonej gruźlicą, wreszcie wahania samej studentki medycyny związane z wyborem właściwej drogi życia.
3. Pierwsza wojna światowa.
Okres pierwszej wojny światowej (1914-1918) rozproszył rodzinę Noiszewskich. Ciągłe przenosiny i wędrówka z miejsca na miejsce, śmierć matki praca młodej dr Noiszewskiej w coraz to innym lazarecie wojskowym sprawiły, że nie zawsze miała możliwość kontaktu z rodziną. Bezpośrednie obcowanie z biednymi i chorymi osobami jeszcze bardziej nasilało jej pragnienie, by oddać się na własność Chrystusowi. W założonym do wewnętrznych notatek Zeszyciku, tak o tym napisała: "Wezwanie Chrystusa jest tego rodzaju, że mu się oprzeć niepodobna. Ci, co go usłyszeli - muszą iść za nim, choćby nie chcieli - muszą się poddać czarowi tego głosu". Z tego też okresu pochodzą takie jej zapiski jak: "Cuchnące rany są skutkiem grzechu i mają w sobie jego brzydotę, zupełnie więc zrozumiałym jest wstręt do nich (...). Jednak w stosunku do osoby wstrętu być nie powinno, gdyż mamy przed sobą brata cierpiącego, któremu winniśmy miłość i współcierpienie - i pośrednio musimy zwalczać wstręt, przezwyciężyć się, żeby móc mu prawdziwą ulgę przynieść". /Zeszycik/ czy też: "Wszystko, wszystko przeminie, a zostanie tylko Pan Jezus (...) zbyt pochłonięta jestem ziemią.(..) Ziemia to są choroby wewnętrzne, chirurgia, akuszeria, historia choroby, zebrania dyskusyjne, wieczór pożegnalny itp. Każda praca może być modlitwą. Jak zrobić żeby była? Trzeba żyć z Panem Jezusem". /Zeszycik/
Jako lekarz kształtuje swój charakter stawiając sobie pewne wymagania: "koniecznie przynajmniej raz na miesiąc trzeba zadać sobie pytanie: jaki jest stan mojej duszy - bo przecież to jest najważniejsze". /Zeszycik/ lub " Jeżeli jesteśmy przyjaciółmi Pana Jezusa - musimy się starać, aby Mu we tym cierpieniu ulżyć, aby dla nikogo Jego Męka daremną się nie stała /tamże/. Jednym z ostatnich zapisków sprzed wstąpienia do Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek jest pięciopunktowy plan, w którym czytamy między innymi: "Żebym dużo owocu przyniosła". Czy tez inny punkt: "Żebym nie zepsuła planu Bożego, jaki Pan Bóg dla mnie nakreślił".
W czerwcu 1918r. Bogumiła Noiszewska ukończyła w Kijowie półroczny kurs nauczycielski zorganizowany przez Macierz Polską, by móc odpowiedzieć na palącą potrzebę nauczania rzesz dzieci w języku polskim, a już w sierpniu, w Warszawie, była słuchaczem kursu dla lekarzy szkolnych. Zanim wstąpiła do Zgromadzenia, pracowała jeszcze jako lekarz szkolny i wykładowca higieny w siedmioklasowej Szkole Żeńskiej Heleny Rzeszotarskiej w Warszawie.
4. S. Ewa w Zgromadzeniu Sióstr Niepokalanek.
18 VI 1919r. Bogumiła Noiszewska odbyła rekolekcje powołaniowe w Szymanowie, a już miesiąc później 26 lipca, mając 34 lata rozpoczęła swoją niepokalańską drogę życia zakonnego. Będąc jeszcze postulantką zaczęła pracować w liceum w Szymanowie jako nauczycielka fizyki i chemii. 12 maja 1920 roku rozpoczęła nowicjat w Jazłowcu (dzisiejsza Ukraina), pierwsze śluby złożyła jako siostra Ewa od Opatrzności - 12 maja 1921r, a 16 VII 1927r. - śluby wieczyste. Całe życie siostry było bardzo intensywne. Pracowała jako nauczycielka głównie przedmiotów matematyczno- przyrodniczych: matematyki, arytmetyki, przyrody, biologii, higieny, fizyki, ale także geologii, towaroznawstwa, historii polskiej, łaciny, gimnastyki czy rysunku. Była szkolnym lekarzem i infirmerką. W latach 1923-1939 miała od 21 do 37 godzin lekcji tygodniowo, co niewątpliwie dowodzi zdolności dydaktycznych, zasobów intelektualnych, jak i ogromnego poświecenia. Najdłużej siostra Ewa pracowała w Jazłowcu, zarówno w gimnazjum, jak i Seminarium Gospodarczym, którego przez sześć lat była dyrektorką (1930-1936). W latach 1938-39 pracowała jako nauczycielka, wychowawczyni i lekarz szkolny w Gimnazjum Sióstr Niepokalanek w Słonimiu (Białoruś), a po zamknięciu szkoły, w czasie roku szkolnego 1939-40 jako lekarz w szpitalu miejskim.
Co charakteryzowało ten okres życia, niech powiedzą zapiski samej s. Ewy:
" Na każdej lekcji wnosić Boga do dusz, myśleć o tym, żeby żadnej sposobności nie stracić", "Trzeba więcej wierzyć w posłuszeństwo niż we wszystkie obmyślania i środki" czy też" Do lekcji trzeba co dzień tak się przygotować, jakby miał być inspektor, bo przecież jest Pan Jezus, a to daleko ważniejsze".
Jaką była nauczycielką i wychowawczynią, jakim lekarzem, najlepiej oddają świadectwa dziewcząt i osób, z którymi w tym czasie się kontaktowała. Oto niektóre z wypowiedzi świadków:
* "Bardzo żywo interesowała się przygotowaniem uczennic do lekcji, matury itp., pocieszała, wyjaśniała, dodawała otuchy". /s. Filotea Pachoń/
* "Pamiętam, kiedyś prosiłam ją o rozmowę ze mną, wszystko jej opowiedziałam, wypłakałam na jej kolanach całe smutne życie. Czułam, że mnie rozumie, że moje dramaty traktuje poważnie, że mi współczuje i rozumie - jak nigdy dotąd". /Zofia Chazanow/
* "Dzięki niej nie odrzuciłam wszystkiego, czego uczono mnie w szkole, dzięki niej nie nauczyłam się nienawiści, dzięki niej przeczytałam najlepsze pozycje z literatury rosyjskiej (...) Wierzyłam w każe jej słowo(...) ona rozbudzała miłość wśród ludzi - a była cicha i nieśmiała". /Zofia Chazanow/
* "Jej nie było. Była jej wiedza, medycyna, jej rozum i serce (...) istniały jej uczynki, a jej nie było". /Jadwiga Boryta-Nowakowska/
* Siostra Ewa była prawdziwym lekarzem i opiekunką chorych, zgodnie mówiono o niej, że była dobrym i wybitnym lekarzem, że trafnie stawiała diagnozy, potrafiła leczyć prostymi środkami. Leczyła nie tylko w domu, w którym pracowała. W miesiące wakacyjne - na prośbę przełożonej generalnej - objeżdżała domy zakonne, by także inne siostry zbadać, skierować na operacje czy też dłuższe leczenie specjalistyczne. Siostra udzielała porad lekarskich także osobom, które przychodziły do furty klasztornej. Byli to nie tylko Polacy, ale również Ukraińcy czy Żydzi. W ciężkich i nagłych przypadkach opuszczała klasztor, by udzielić pomocy lekarskiej w potrzebie. " Leczyła ludzi ziołami - jak wspomina jedna ze świadków - robiła opatrunki, często dawała im herbatę i zupę. Była bardzo pogodna i wszystko co robiła - robiła z dobrocią. Gdy bolał opatrunek - mówiła, że teraz boli, a resztę zostawmy Panu Bogu. On prawdziwy Lekarz". /Maria Wiśniewska/
5. Dopełnienie drogi.
Ostatnie lata s. Ewy Noiszewskiej są dopełnieniem jej życiowego powołania: "bym jak najwięcej owocu przyniosła" /Zeszycik/. Na początku 1927r., jeszcze przed swoimi ślubami wieczystymi, napisała przejmującą prośbę: "Naucz mnie, Panie, zgadywać myśli Twoje i pomóc Ci w zbawieniu ludu Twojego przez życie ukryte i śmierć męczeńską. Amen. /Zeszycik/
Jak odgadywała Boże myśli? Jak pomagała w zbawianiu ludzi? - Odpowiedź jest jedna - całą sobą.
Będąc w Słonimiu jakby czuła na każdym kroku, że śmierć już idzie, że jest blisko. Jeszcze w 1936r. zanotowała:" Wkrótce umrę - może jutro". /Zeszycik/ Ofiara i zatarte życie, rezygnacja z siebie, praca z chorymi i umierającymi nauczyły ją patrzeć na śmierć, jako na drogę, przez którą przeszedł Chrystus. "Ufaj, Ufaj - zapisała - przecież umarłem za was. Nie tracić czasu na próżne żale i smutki, modlić się i cierpieć". /Zeszycik, 1931r./
Wkroczenie wojsk radzieckich do Słonima w 1939 roku natychmiast odbiło się na losach klasztoru niepokalańskiego. Budynek przeznaczono na szpital dziecięcy, Siostrom kazano opuścić klasztor i zakazano noszenia habitów. Po interwencji miejscowej ludności kilka sióstr z s. Ewą na czele, przyjęto do pracy w szpitalu jako praczki czy salowe. Bywały okresy, że s. Ewa była jedynym lekarzem tego szpitala oraz jedyną żywicielką klasztoru. W 1940r. dostała jednakże wymówienie, a siostry eksmitowano z ich pokoików na strychu klasztornym. Bez pracy, bez żywności, siostry znalazły oparcie u znajomych rodzin. S. Ewa został skierowana do Wiszniewa, do domku misyjnego, gdzie po raz ostatni widziała się ze swoją młodszą siostrą, w Zgromadzeniu - s. Feliksą. Następnie wyjechała w okolice Nowogródka, do rodziny ks. biskupa Łozińskiego, gdzie dostała posadę. Po zmianie okupanta we wrześniu 1941r. wróciła znów do Słonima i do praktyki lekarskiej. W listopadzie tegoż roku zaczęły się masowe egzekucje, w których zginęło około 200 tys. Żydów, a 29 VI 1942r. rozpoczęła się systematyczna likwidacja getta. Po Żydach przyszła kolej na przerzedzoną już przez radzieckie wywózki inteligencję polską. Egzekucje, więzienie i głodzenie uwięzionych, donosy i szpiegostwo nie były obce ani s. Ewie, ani jej przełożonej s. Marcie Wołowskiej. Mimo tego, siostry przechowywały osoby żydowskiego pochodzenia na strychu klasztornym, w oranżerii oraz stajni (m.in. przechowywana była rodzina Kaganów, żydowskich stomatologów). Siostry udzielały pomocy rodzinom więźniów czy rozstrzelanych, utrzymywały kontakt z ruchem partyzanckim. S. Ewa jako pracownik szpitala i miejskiej polikliniki była bardzo dobrym łącznikiem w przekazywaniu informacji, paczek, leków. Sama wypisywała recepty, chrzciła umierające dzieci, jeśli można było wzywała kapłana z Sakramentami świętymi narażając nie tylko swoje życie, ale także życie innych sióstr. Całe dnie w stroju świeckim spędzała poza domem, do którego wracała głównie po to, by napełnić się Bogiem na modlitwie i prawdziwą siostrzaną miłością.

Aresztowanie nastąpiło nagle, 18 XII 1942r. około godziny 23-ej, choć rzeczą wiadomą było, że siostry tak bardzo zaangażowane w pomoc innym mogły się tego spodziewać w każdej chwili. Po kogo żandarmi przyszli - nie wiadomo - jedni świadkowie mówią, że po siostrę przełożoną, inni, że po dr Noiszewską. Faktem jest , że obie te siostry były elementem niebezpiecznym dla Niemców, a ich nazwiska widniały na liście poszukiwanych. W chwili aresztowania nie dokonano rewizji, w spiżarni zaś były kolejne, przygotowane prze siostry paczki dla rodzin więźniów. W kieszeni zamordowanego Żyda znaleziono nie zrealizowaną jeszcze receptę wystawioną przez dr Noiszewską, co było niezbitym dowodem, dla którego między innymi Niemcy mogli poszukiwać s. Ewy.

O godzinie ósmej rano 19 XII 1942r. po inicjowanej przez Siostry i ks. Kapelana Starka (jezuita) modlitwie, wśród głosów odmawianego różańca i śpiewu pieśni religijnych, ograbione nawet ze swojego stroju, s. Ewa Noiszewska i jej przełożona s. Marta Wołowska oddały życie "za naszą biedną Polskę"- ostatnie słowa bł. Marty Wołowskiej.
 
6. Kto odszedł, kto wrócił?
To była jedna z najmroźniejszych polskich zim - 19 grudnia 1942r.
Odszedł do Pana człowiek, by mógł wrócić święty.
Odszedł człowiek, ukryty tak, jak jego Ojczyzna w czasie zaborów, w mrokach pierwszej i drugiej wojny światowej.
Odszedł ktoś, kto tworzył poczucie bezpieczeństwa, a kto całym życiem narażał się, idąc pod prąd okupantowi.
Odeszła do Pana - w trzaskające zimno, odarta z własnych szat, a zostawiła po sobie ciepło zawsze troskliwego i dobrego serca. Nieśmiała, zatarta - jak o niej mówiono - wycofująca się s. Ewa przełamała granicę bólu, konspiracji i hitlerowskiej nienawiści.
Odszedł prawdziwy lekarz internista, który nie tylko leczył, to co w środku, ale który leczył od środka. Bogumiła - nakierowująca wszystkich podopiecznych na Boga, na najprawdziwsze Centrum. Sama niewidoczna, niezauważalna - widziała biednych, chorych, opuszczonych, szukających schronienia, widziała strach w oczach dzieci i bezradność dorosłych, widziała, choć inni nie widzieli - czy dlatego tylko, że była córką wybitnego okulisty?
Odeszła do Pana ta, która nie szukała sukcesu, nie domagała się pieniędzy za świadczone usługi lekarskie, lecz która swoim życiem zapłaciła największą cenę za ratowanie życia drugiego człowieka.
Odeszła, zostawiając po sobie prosty Zeszycik z notatkami, a w nim ołówkowy rysunek niepokalanki klęczącej przed Najświętszym Sakramentem - jakby swój duchowy portret. Zostawiła tekst dziecięcej modlitwy przed Komunią świętą napisany w języku rosyjskim, swojego autorstwa pieśń o Opatrzności oraz plik czystych recept dr Noiszewskiej.
Delikatna, krucha jak pergamin recept, jak zimowy płatek śniegu, co topnieje w dłoni, jak woń rozpalonego przed Najświętszym Sakramentem kadzidła - odeszła, ale wiem, że była na pewno. Nie widziałam jej, lecz czuję, że ciągle jest obecna wśród nas!